poniedziałek, 16 grudnia 2013

BABY BLUES? Nie, dziękuję!

Cześć Mamuśki! J

„Baby blues”… niestety, zjawisko bardzo powszechne u świeżo upieczonych Mam. Na czym polega? To totalna utrata nastroju i radości z nowonarodzonego Maluszka i nie za wesoła przeplatanka emocji. Z jednej strony towarzyszy nam trudno opisywalna radość z tego, że w końcu, po dziewięciu miesiącach oczekiwania, mamy przy sobie nasze najpiękniejsze, malutkie dziecko. Z drugiej zaś strony, towarzyszący, na początku, lęk przed nieznanym wprawia nas w niepokój. 


Jak to się mówi, „póki jest dobrze, to jest dobrze”. Trochę gorzej, kiedy Maluch zaczyna płakać, a my już zmieniłyśmy pieluchę, nakarmiłyśmy, od czterdziestu minut „ziuziamy”- i nic… Albo jeszcze gorzej, kiedy jako początkujące Mamy próbujemy nakarmić nasze Dzieciątko, a ono, np. nie radzi sobie z objęciem naszej brodawki i nie do końca ma pojęcia, jak to zrobić, żeby ten pokarm w końcu wyleciał… No i zaczyna się płacz… Niestety z każdą minutą coraz głośniejszy i bardziej rozpaczliwy (bo w końcu, ile można czekać na jedzonko). Mamy się starają, Niuniuś nie może. I już jesteśmy w dołku… Zaczynamy sobie mówić, że na pewno jesteśmy złymi Matkami, bo nawet nie potrafimy nakarmić dziecka, a przecież ono jest głodne… 


Moje Drogie… TYLKO SPOKÓJ NAS URATUJE! Na nasze nieszczęście, niemowlęta mają niesamowitą zdolność odczytywania naszych nastrojów. Co gorsza, nasz nastrój udziela im się. Zatem, kiedy zaczynamy się denerwować, że nie możemy nakarmić Szkraba, on również zaczyna się denerwować. To niestety nigdzie nie prowadzi…


Dlatego, moje Śliczne, pamiętajcie o tym, że zarówno Wy, jak i Wasze dziecko powoli uczycie się siebie nawzajem. Nie od razu umiałyśmy pisać czy czytać, wszystko wymaga treningu i wprawy. Myślcie o tym, kiedy Wasza Pociecha daje Wam popalić.



Też miałam moment (pierwsza noc w domku), kiedy było mi trudno. Mleka w piersiach zaczęło zbierać się całkiem sporo, brodawki zrobiły się twarde i mały dzióbek mojej Laluni nie mógł sobie z nimi poradzić. Próbowałam dłuższą chwilę, cały czas myśląc o tym, o czym pisałam wcześniej („Nie jestem złą matką, po prostu oboje się uczymy”) i tak spokojnie starałam się, na zmianę, uspokajać i przystawiać Lalusię do piersi. Niestety im bliżej poranka, tym piersi były bardziej wypełnione i tym trudniej było nakarmić Małą. Wtedy sięgnęłam (wycałuję stopy wynalazcy tego zbawiennego urządzenia) po LAKTATOR! I dzięki temu, nie poddałam się! Nakarmiliśmy Niunię ściągniętym mlekiem- z butelki, przestała płakać. Następnego dnia rano przyjechała położna, poleciła stosowanie tzw. „kapturków” na brodawki i problem minął. J



Ogromny wkład w to, że szczęśliwie udało mi się przeżyć ten początkowy okres bez wahań nastroju, miał mój Mąż (<3), który bardzo mi pomógł i co chwilę patrząc na mnie, mówił, że jestem najlepszą matką na świecie, co naprawdę dodawało mi skrzydeł!

Można powiedzieć, że właściwie do moich jedynych obowiązków należało karmienie dziecka. To on na początku za każdym razem przewijał małego Płaczka (dopiero po jakimś czasie Maluch zrozumiał, że zmiana pieluchy ma jej ulżyć, a nie zaszkodzić) czy też zmieniał jej ubranka. Do tego jeszcze zajmował się domem i dbał o to, żebym się dobrze odżywiała (yyy… tak, jestem dietetykiem, ale mój Mąż jest przeze mnie wybitnie wyszkolony i doskonale wiedział, co mogę, a czego nie powinnam jeść).


Piszę o tym, ponieważ chciałabym Wam poradzić, żebyście spróbowały namówić swoich partnerów, żeby chociaż przez pierwsze dwa- trzy dni postarali się tak bardzo Was odciążyć, jak to tylko możliwe, bo to naprawdę świetnie wpłynie na Wasze samopoczucie, a przecież SZCZĘŚLIWA MATKA, TO SZCZĘŚLIWE DZIECKO! J Namawiajcie ich, żeby nie bali się brać Malucha na rączki. Dziecko jest delikatne, ale nie aż tak (dobrze, żeby partner pobył trochę z Wami w szpitalu i popatrzył jak położne śmiało „podrzucają” niemowlęta! Zaraz powinien nabrać śmiałości ;) ).



I ostatnia rzecz, którą naprawdę warto zapamiętać, żeby uniknąć baby blues… JEDZCIE!!! 

Kochane Mamy, wiem po sobie, że na początku naprawdę jedną z ostatnich rzeczy o których człowiek myśli, to jedzenie, ale musicie pamiętać o tym, że to właśnie jedzenie daje nam siłę! Nie może to być tzw. „byle co” pozbawione wartości i na szybko. Jeżeli Wasz partner nie ma talentu kulinarnego, na pewno Wasza Mama, Teściowa lub Przyjaciółka podrzucą Wam zdrowy obiad. Jedzenie w tym okresie jest ogromnie ważne, chociażby z tego powodu, że już mnóstwo sił tracimy na tym, że się przesadnie nie wysypiamy… Znaczy, można być wyspanym (ja sypiam około dziewięciu godzin na dobę, jednak jest to przerywany sen, co trzy godziny na karmienie, ale staram się za każdym przebudzeniem wracać do mojego sennego świata), ale nadal to nie jest przespane siedem- osiem godzin ciurkiem, co również trochę nas osłabia.



Tymczasem, Drogie Panie… Nie dajcie się! Nie zniechęcajcie się! Pamiętajcie o tym, że jesteście najcudowniejszymi Mamami pod słońcem i wszystko co robicie przy swoim Bąblu, robicie po to, aby było mu lepiej, a nie gorzej… Trzymam za Was kciuki! Myślcie pozytywnie! J

Pozdrawiam serdecznie,

Dietetyczna Mama ;)


P.S.

Ciężaróweczki, zapraszam do czytania też postów z wcześniejszych okresów (od lipca). Znajdziecie tam informacje dotyczące odżywiania się w czasie ciąży i wiele przydatnych rad. Zachęcam też do odwiedzania mojej strony: www.facebook.com/dietetycznamama