Hej Brzuchatki,
dzisiejszy przepis będzie już ostatnim (jak na razie), który będzie do zjedzenia przez wszystkie Ciężarówki. Kolejne, które będę umieszczać na blogu, będą przede wszystkim dla MAM KARMIĄCYCH PIERSIĄ. Naturalnie, będą one dobre dla wszystkich, jednak dieta mamy karmiącej wymaga bardzo dużej świadomości tego, co wkładamy do naszego garnka. Przepisy, które będę zamieszczała będą całkowicie bezpieczne dla naszego Malucha, a co za tym idzie, nie powinnyśmy ani my, ani nasze Szkraby, borykać się z nocnymi bólami małego brzuszka, który jeszcze na początku, nie do końca radzi sobie ze wszystkimi składnikami trafiającymi do niego, z "maminego" mleczka.
Ale... zanim zaczniemy gotować bardzo lekko, zachęcam Was do spróbowania jednej z moich ulubionych wersji cukinii...
Potrzebujemy (dla 2 osób):
1. 2 CUKINIE- cenne źródło witamin, minerałów i błonnika pokarmowego (naturalnego czyściciela naszych rozleniwionych ciążą jelit),
Do farszu:
1. GARŚĆ (około 20- 30 dag) MIĘSA MIELONEGO Z CIELĘCINY- niezwykle zdrowe i delikatne mięsko, bogate w żelazo i witaminę B12 (świetnie regulują poziom hemoglobiny)
2. JAJKO - bomba witaminowa, doskonałe źródło aminokwasów egzogennych- samo zdrowie! :)
3. ŁYŻKA PŁATKÓW OWSIANYCH (zamiast bułki, aby farsz był bardziej miękki i delikatny)- mnóstwo składników mineralnych (żelazo, fosfor, wapń, magnez) oraz witamin z grupy B (ważnych dla prawidłowego rozwoju układu nerwowego oraz wzroku)
4. 3 ŁYŻKI TARTEGO SERA PECORINO (na sam koniec- na wierzch)- doskonałe źródło wapnia
5. ZIOŁA PROWANSALSKIE- pięknie regulujące pracę jelit
6. WYCIŚNIĘTY ZĄBEK CZOSNKU- działający przeciwbakteryjnie, chroniący przed przeziębieniami
7. SÓL I PIEPRZ do smaku
JAK TO ZROBIĆ:
A) Cukinię kroimy na pół (wzdłuż) i pozbywamy się miąższu (nie wyrzucaj go! jeszcze nam się przyda! ;) sprawi, że farsz będzie dużo bardziej wilgotny), nie obieramy.
B) Produkty do farszu poza serem) łączymy ze sobą i ugniatamy.
C) Układamy farsz w naszych "cukiniowych" łódeczkach i posypujemy tartym serem.
D) Piekarnik rozgrzewamy do temperatury 190 stopni, pieczemy przez 40 minut.
GOTOWE!!! Zdrowa wersja obiadu (koniecznie dodaj do tego dobre węglowodany, np. brązowy ryż, kaszę gryczaną, makaron pełnoziarnisty, ziemniaki) lub kolacji.
Smacznego!
Dietetyczna Mama ;)
P.S.
Zapraszam do odwiedzania mojej strony www.facebook.com/dietetycznamama
oraz wszystkie te z Was, które dopiero od jakiegoś czasu są "Brzuchatkami" do czytania postów z wcześniejszych miesięcy. Na pewno znajdziecie tam kilka ciekawych porad. ;)
wtorek, 19 listopada 2013
sobota, 16 listopada 2013
Już z nami!!!!
Witajcie Kochane Brzuchatki,
moja dłuższa nieobecność wynika z cudu, jaki spotkał mnie 12 listopada! Urodziłam moją najkochańszą, najsłodszą, tak długo wyczekiwaną CÓRECZKĘ- Joasię (długo wyczekiwaną- ponieważ moja Królewna zdecydowała się, i to nie bez namawiania ze strony personelu medycznego, przyjść na nasz świat w 42'gim tygodniu ciąży).
Ach... Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że gratuluję wszystkim tym, które są już Mamami! A wszystkim tym, które dopiero będą chciałabym powiedzieć, że dopiero teraz, czuję, że naprawdę żyję! Nie sądziłam, że macierzyństwo może być aż tak cudowne i emocjonalne! Kiedy jest już po wszystkim (czytaj- uda nam się w końcu urodzić) i położą tę małą Kruszynę na Twojej klatce, zdajesz sobie sprawę, że właśnie stałeś się RODZICEM, a ten rozkoszny Bąbel jest w stu procentach bezradny i zależny od Ciebie. Nie sądziłam, że można tak kochać drugiego człowieka, że w ogóle istnieje taki rodzaj miłości (nawet, kiedy tym piszę, trudno mi opanować łzy)!
W domku zlądowałyśmy dopiero wczoraj, ponieważ straciłam całkiem sporo krwi w czasie porodu i mój stan musiał się troszeczkę ustabilizować. Wspominam o tym, ponieważ na szczęście, w czasie ciąży, bardzo dbałam o odpowiedni poziom przyjmowanego żelaza i dużej mierze, to pozwoliło mi nie spędzić w szpitalu jeszcze więcej dni- także moje Drogie, nie unikajcie wołowinki i buraczków, bo nigdy nie wiecie, co Was czeka.
I tak, od wczoraj, nasza Córunia jest już z nami w domku. Powoli uczymy się siebie nawzajem. My, wraz z moim najkochańczym Mężem, powoli wiemy, który płacz oznacza "mam morką pieluchę", a który mówi o tym, że "już dawno nie jedliśmy". A i nasza Asiulka zaczyna przyzwyczajać się do życia pełnego powietrza, odgłosów, dotyku i tego, że Mamusia już nie jest przez cały czas z nią (choć póki co jest to około 90% czasu;)).
Chciałam napisać jeszcze o dwóch, wydaje mi się ważnych, kwestiach. Pierwsza, to to, jak teraz, jeszcze bardziej niż wcześniej, zachęcam Was do karmienia piersią! Jest to niesamowite uczucie, które naprawdę jeszcze bardziej (choć wydaje się to niemożliwe) zbliża nas do naszego Skarbu. Kiedy karmię piersią i widzę, jak moja mała Laleczka patrzy prosto w moje oczy, a potem powolutku zasypia, zakochuję się w niej jeszcze bardziej! Szczerze polecam (choć pamiętajcie o tym, żeby jakiś czas przed porodem, przygotować brodawki, ponieważ będą one miały co robić- ja masowałam moje piersi taką, trochę bardziej szorstką gąbką do kąpieli i naprawdę jestem szczęśliwa, że tego nie zaniedbałam).
Kolejnym i już ostatnim na dziś wątkiem jest mój NIEZASTĄPIONY MĄŻ! Drogie Ciężarówki, zachęcajcie Waszych partnerów do tego, aby Was wspierali. Od porodu zaczynając (tak! tak! Naprawdę długo byłam przeciwna obecności mojego Męża przy porodzie. Do tego stopnia, że to jego znajomi przekonali mnie do zmiany zdania... Ach, powinnam jeszcze dodać, że mojej Drugiej połowie bardzo zależało na tym, żeby być wtedy przy mnie. Dzisiaj, kiedy jest już po wszystkim, nie wyobrażam sobie, że mogłoby nie być go przy mnie. Wsparcie, jakie mi okazał, pomoc oraz spokój, sprawiły, że "dało się urodzić".
Teraz również bardzo mi pomaga. Opiekuje się naszą Córunią, przewija ją, kąpie, ubiera, przytula i uspokaja, kiedy Lalusia się zdenerwuje... Do tego jeszcze, znajduje siły aby opiekować się jeszcze mną. Jest niezastąpiony! Mam niesamowitego Męża, którego kocham nad życie! Wszystkim Wam, Kochane, życzę takich partnerów! Takich, na których będziecie mogły liczyć właśnie w takich chwilach, jak narodziny Waszego dziecka... Nie wyobrażam sobie, co bym bez niego zrobiła.
Kochane... tym optymistycznym akcentem- kończę, ponieważ idę wpatrywać się w najrozkoszniejszą Kruszynę w moim świecie! :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Dietetyczna Mama ;)
P.S.
Wszystkie te Brzuchatki, które nadal mają brzuchy lub dopiero zaczęło być w ciąży, zapraszam do czytania wcześniejszych postów- znajdziecie tam wiele informacji dotyczących radzenia sobie z trudnościami takimi jak zgaga, zaparcia, niedokrwistość i wiele, wiele innych. Zachęcam do czytania :)
Zapraszam też do odwiedzania mojej strony: www.facebook.com/dietetycznamama
(zdjęcie- źródło ogólnodostępne w internecie:
-http://www.s1p.edu.pl/index7.html)
moja dłuższa nieobecność wynika z cudu, jaki spotkał mnie 12 listopada! Urodziłam moją najkochańszą, najsłodszą, tak długo wyczekiwaną CÓRECZKĘ- Joasię (długo wyczekiwaną- ponieważ moja Królewna zdecydowała się, i to nie bez namawiania ze strony personelu medycznego, przyjść na nasz świat w 42'gim tygodniu ciąży).
Ach... Nie wiem od czego zacząć. Może od tego, że gratuluję wszystkim tym, które są już Mamami! A wszystkim tym, które dopiero będą chciałabym powiedzieć, że dopiero teraz, czuję, że naprawdę żyję! Nie sądziłam, że macierzyństwo może być aż tak cudowne i emocjonalne! Kiedy jest już po wszystkim (czytaj- uda nam się w końcu urodzić) i położą tę małą Kruszynę na Twojej klatce, zdajesz sobie sprawę, że właśnie stałeś się RODZICEM, a ten rozkoszny Bąbel jest w stu procentach bezradny i zależny od Ciebie. Nie sądziłam, że można tak kochać drugiego człowieka, że w ogóle istnieje taki rodzaj miłości (nawet, kiedy tym piszę, trudno mi opanować łzy)!
W domku zlądowałyśmy dopiero wczoraj, ponieważ straciłam całkiem sporo krwi w czasie porodu i mój stan musiał się troszeczkę ustabilizować. Wspominam o tym, ponieważ na szczęście, w czasie ciąży, bardzo dbałam o odpowiedni poziom przyjmowanego żelaza i dużej mierze, to pozwoliło mi nie spędzić w szpitalu jeszcze więcej dni- także moje Drogie, nie unikajcie wołowinki i buraczków, bo nigdy nie wiecie, co Was czeka.
I tak, od wczoraj, nasza Córunia jest już z nami w domku. Powoli uczymy się siebie nawzajem. My, wraz z moim najkochańczym Mężem, powoli wiemy, który płacz oznacza "mam morką pieluchę", a który mówi o tym, że "już dawno nie jedliśmy". A i nasza Asiulka zaczyna przyzwyczajać się do życia pełnego powietrza, odgłosów, dotyku i tego, że Mamusia już nie jest przez cały czas z nią (choć póki co jest to około 90% czasu;)).
Chciałam napisać jeszcze o dwóch, wydaje mi się ważnych, kwestiach. Pierwsza, to to, jak teraz, jeszcze bardziej niż wcześniej, zachęcam Was do karmienia piersią! Jest to niesamowite uczucie, które naprawdę jeszcze bardziej (choć wydaje się to niemożliwe) zbliża nas do naszego Skarbu. Kiedy karmię piersią i widzę, jak moja mała Laleczka patrzy prosto w moje oczy, a potem powolutku zasypia, zakochuję się w niej jeszcze bardziej! Szczerze polecam (choć pamiętajcie o tym, żeby jakiś czas przed porodem, przygotować brodawki, ponieważ będą one miały co robić- ja masowałam moje piersi taką, trochę bardziej szorstką gąbką do kąpieli i naprawdę jestem szczęśliwa, że tego nie zaniedbałam).
Kolejnym i już ostatnim na dziś wątkiem jest mój NIEZASTĄPIONY MĄŻ! Drogie Ciężarówki, zachęcajcie Waszych partnerów do tego, aby Was wspierali. Od porodu zaczynając (tak! tak! Naprawdę długo byłam przeciwna obecności mojego Męża przy porodzie. Do tego stopnia, że to jego znajomi przekonali mnie do zmiany zdania... Ach, powinnam jeszcze dodać, że mojej Drugiej połowie bardzo zależało na tym, żeby być wtedy przy mnie. Dzisiaj, kiedy jest już po wszystkim, nie wyobrażam sobie, że mogłoby nie być go przy mnie. Wsparcie, jakie mi okazał, pomoc oraz spokój, sprawiły, że "dało się urodzić".
Teraz również bardzo mi pomaga. Opiekuje się naszą Córunią, przewija ją, kąpie, ubiera, przytula i uspokaja, kiedy Lalusia się zdenerwuje... Do tego jeszcze, znajduje siły aby opiekować się jeszcze mną. Jest niezastąpiony! Mam niesamowitego Męża, którego kocham nad życie! Wszystkim Wam, Kochane, życzę takich partnerów! Takich, na których będziecie mogły liczyć właśnie w takich chwilach, jak narodziny Waszego dziecka... Nie wyobrażam sobie, co bym bez niego zrobiła.
Kochane... tym optymistycznym akcentem- kończę, ponieważ idę wpatrywać się w najrozkoszniejszą Kruszynę w moim świecie! :)
Pozdrawiam Was serdecznie!
Dietetyczna Mama ;)
P.S.
Wszystkie te Brzuchatki, które nadal mają brzuchy lub dopiero zaczęło być w ciąży, zapraszam do czytania wcześniejszych postów- znajdziecie tam wiele informacji dotyczących radzenia sobie z trudnościami takimi jak zgaga, zaparcia, niedokrwistość i wiele, wiele innych. Zachęcam do czytania :)
Zapraszam też do odwiedzania mojej strony: www.facebook.com/dietetycznamama
(zdjęcie- źródło ogólnodostępne w internecie:
-http://www.s1p.edu.pl/index7.html)
poniedziałek, 11 listopada 2013
Schabik z gruszką i granatem
Cześć DziewczynyJ
- 3 ząbki czosnku (działa antybakteryjnie- chroni przed przeziębieniem)
-majeranek (cudowne zioło, które bardzo ładnie reguluje pracę naszych jelit)
- 2 łyżki oleju rzepakowego (źródło wielonienasyconych kwasów z rodziny omega-3, bardzo ważne dla rozwoju mózgu, siatkówki oka i układu nerwowego)
- sól, pieprz
- ½ szklanki wody
- ½ owocu granatu – pestki (ostatnio owoc ten wzbudza ogromne zainteresowanie żywieniowców, którzy aż rozpływają się nad ilością korzystnych substancji w nim zawartych; jest bogatym źródłem witamin i składników mineralnych, a w tym antyoksydantów chroniących nas przed zmianami nowotworowymi)
- soku z połowy cytryny (bogate źródło witaminy C- antyoksydantu chroniącego nasze komórki przed zmianami nowotworowymi oraz przeziębieniem J )
- łyżeczkę miodu (naturalny lek, działający antybakteryjnie- świetny w okresie jesienno- zimowym)
- sól i pieprz do smaku
- łyżka oleju rzepakowego (źródło wielonienasyconych kwasów z rodziny omega-3, bardzo ważne dla rozwoju mózgu, siatkówki oka i układu nerwowego)
Przedstawiam Wam kolejny pomysł na smaczny i zdrowy obiad.
Dzisiaj, naszym obiektem będzie SCHAB.
Schab jest, naturalnie, częścią świnki. Na pewno nie raz
słyszałyście, aby unikać wieprzowiny, bo jest tłusta. Schab natomiast jest
jednym z chudszych fragmentów tego gatunku mięska i śmiało można go jeść.
Wieprzowina zawiera też dużo więcej żelaza, niż drób, dlatego nie należy
zupełnie z niej rezygnować. W mojej kuchni stanowi ona miłe urozmaicenie… Jadam
ją mniej więcej dwa razy w miesiącu. J
No tak… tylko ze schabem jest odwieczny problem… mianowicie,
jak go zrobić, żeby nie był suchy? Nie jest to łatwe zadanie i niestety wymaga
upieczenia kilku solidnie wysuszonych kawałków, żeby w końcu udało się upiec
ten jeden, pyszny i soczysty! J
Ale spokojnie… podzielę się z Wami moim sposobem. Nie obiecuję, że uda się za
pierwszym razem, ale warto spróbować… ;) Zanim jednak opowiem Wam, jak to
zrobić, zobaczcie jakie dodatki będą wspomagać smak naszego obiadowego mięsiwa…
;)
Na 4 porcje potrzebujemy:
- około 600 gramów schabu bez kości (bardzo dobre źródło pełnowartościowego
białka, żelaza, cynku, witaminy B1 i B12)
- 3 ząbki czosnku (działa antybakteryjnie- chroni przed przeziębieniem)
-majeranek (cudowne zioło, które bardzo ładnie reguluje pracę naszych jelit)
- 2 łyżki oleju rzepakowego (źródło wielonienasyconych kwasów z rodziny omega-3, bardzo ważne dla rozwoju mózgu, siatkówki oka i układu nerwowego)
- sól, pieprz
- ½ szklanki wody
Jak to zrobić:
1. Schab faszerujemy czosnkiem (robimy dziurki i wtykamy całe ząbki w różne miejsca).
2. Przyprawiamy solą i pieprzem (wklepujemy przyprawy w mięso z każdej strony).
3. Rozgrzewamy patelnię, na którą wlewamy 2 łyżki oleju rzepakowego.
4. Na rozgrzaną patelnię kładziemy nasz kawał schabu i obsmażamy po 30 sekund z każdej strony (w ten sposób zamykamy pory mięsa i cały sok zostaje w środku, co sprawia, że mięso po upieczeniu jest bardziej soczyste).
5. Bierzemy brytfannę, do której wlewamy wodę, następnie układamy w niej nasz schab i przelewamy resztę tłuszczu z patelni.
6. Na wierzch mięska dodajemy duuużo majeranku.
7. Przykrywamy brytfannę, nastawiamy piekarnik na temperaturę 200 stopni i pieczemy około 40 minut. J
1. Schab faszerujemy czosnkiem (robimy dziurki i wtykamy całe ząbki w różne miejsca).
2. Przyprawiamy solą i pieprzem (wklepujemy przyprawy w mięso z każdej strony).
3. Rozgrzewamy patelnię, na którą wlewamy 2 łyżki oleju rzepakowego.
4. Na rozgrzaną patelnię kładziemy nasz kawał schabu i obsmażamy po 30 sekund z każdej strony (w ten sposób zamykamy pory mięsa i cały sok zostaje w środku, co sprawia, że mięso po upieczeniu jest bardziej soczyste).
5. Bierzemy brytfannę, do której wlewamy wodę, następnie układamy w niej nasz schab i przelewamy resztę tłuszczu z patelni.
6. Na wierzch mięska dodajemy duuużo majeranku.
7. Przykrywamy brytfannę, nastawiamy piekarnik na temperaturę 200 stopni i pieczemy około 40 minut. J
Na sos:
- 2 gruszki (dobre źródło błonnika
pokarmowego- świetnie regulującego pracę naszych jelit, potasu, oraz witaminy C
i kwasu foliowego)
- ½ owocu granatu – pestki (ostatnio owoc ten wzbudza ogromne zainteresowanie żywieniowców, którzy aż rozpływają się nad ilością korzystnych substancji w nim zawartych; jest bogatym źródłem witamin i składników mineralnych, a w tym antyoksydantów chroniących nas przed zmianami nowotworowymi)
- soku z połowy cytryny (bogate źródło witaminy C- antyoksydantu chroniącego nasze komórki przed zmianami nowotworowymi oraz przeziębieniem J )
- łyżeczkę miodu (naturalny lek, działający antybakteryjnie- świetny w okresie jesienno- zimowym)
- sól i pieprz do smaku
- łyżka oleju rzepakowego (źródło wielonienasyconych kwasów z rodziny omega-3, bardzo ważne dla rozwoju mózgu, siatkówki oka i układu nerwowego)
Jak to zrobić:
1. Gruszki kroimy w kostkę.
2. Na rozgrzaną patelnię wlewamy olej, następnie (po minucie) dodajemy gruszki oraz miąższ granatu (pestki).
3. Przykrywamy pokrywką i dusimy około 10 minut na średnim ogniu.
4. Po 10 minutach (kiedy gruszki już zmiękną) dodajemy miód, sok z cytryny oraz przyprawy, podduszamy jeszcze 2-3 minuty.
1. Gruszki kroimy w kostkę.
2. Na rozgrzaną patelnię wlewamy olej, następnie (po minucie) dodajemy gruszki oraz miąższ granatu (pestki).
3. Przykrywamy pokrywką i dusimy około 10 minut na średnim ogniu.
4. Po 10 minutach (kiedy gruszki już zmiękną) dodajemy miód, sok z cytryny oraz przyprawy, podduszamy jeszcze 2-3 minuty.
I już!
Smacznego!
Pozdrawiam serdecznie,
Dietetyczna Mama ;)
P.S.
Ciężarówki, które są Ciężarówkami od niedawna zachęcam do czytania wcześniejszych postów (zaczynając od września). Znajdziecie tam informacje dotyczące radzenia sobie ze zgagą, zaparciami, niedokrwistością i wiele, wiele innych :)
Zapraszam również do odwiedzania mojej strony na facebook'u:
www.facebook.com/dietetycznamama
Ciężarówki, które są Ciężarówkami od niedawna zachęcam do czytania wcześniejszych postów (zaczynając od września). Znajdziecie tam informacje dotyczące radzenia sobie ze zgagą, zaparciami, niedokrwistością i wiele, wiele innych :)
Zapraszam również do odwiedzania mojej strony na facebook'u:
www.facebook.com/dietetycznamama
piątek, 8 listopada 2013
A co, kiedy nie mogę lub nie chcę karmić piersią?- Karmienie mlekiem modyfikowanym
Hej Dziewczyny! J
W poprzednich postach wspominałam już o zaletach karmienia
piersią, ale i o tym, że czasami jesteś zmuszone karmić nasze Maluchy mlekiem
modyfikowanym, z przyczyn nie do końca zależnych od nas.
Wiecie już, że nie karmienie piersią, nie oznacza karmienia
mlekiem krowim (zalecane jest dopiero po ukończeniu przez Malucha drugiego
roku życia)! Na rynku dostępnych jest mnóstwo mieszanek mleko-zastępczych.
Dzielimy je na tzw. mleko początkowe
(stosowane przez pierwsze pół roku życia dziecka) oraz mleko następne (stosowane po ukończeniu
szóstego miesiąca życia, czyli od siódmego).
Większość z nas i tak prędzej czy później zetknie się z
mlekiem następnym, kiedy skończy karmić piersią (chyba, że część z Was planuje
karmić do ukończenia drugiego roku życia), ponieważ dzieci, niewątpliwie, potrzebują mleka do prawidłowego rozwoju. Także będzie nam ono potrzebne chociażby przed snem naszego Króliczka.
Jeżeli chodzi o wady i zalety (i tu wyjątkowo zaczniemy od
wad), to mleko modyfikowane niestety nie dostarcza naszemu Maluchowi szeregu
wartości, takich jak przeciwciała, ani też nie zmniejsza ryzyka wystąpienia
alergii. Mówi się, że karmienie piersią pobudza niezwykłą emocjonalną więź
między matką a dzieckiem, jednak wydaje mi się, że karmiąc naszą Pociechę
butelką możemy zakochać się w niej z wzajemnością równie mocno… J
Innym minusem jest to,
że musimy pamiętać o tym, żeby zawsze mieć przy sobie takie mleko (nie możemy
zapomnieć go kupić)! Karmienie nocne też może być o tyle bardziej uciążliwe, że
nie wystarczy przystawić Bąbla do piersi, tylko pierwsze kroki trzeba skierować
do kuchni, żeby daną mieszankę przygotować (a obstawiam, że o 3:30 nie
obudziłaś się sama z siebie, tylko pomógł Ci w tym „rozkoszny” jazgot Twojego
Maleństwa). Choć i w tej sytuacji możemy dopatrzeć się pewnych plusów- już nie
jesteś jedyną osobą, która jest w stanie nakarmić dziecko. Równie dobrze, w
nocy, może zacząć robić to Twój partner! :D
Ponieważ mleko zastępcze ma mniej cennych właściwości od
tego kobiecego- dietę dziecka musimy zacząć uzupełniać/ wzbogacać w nowe
produkty trochę wcześniej (dzieci karmimy wyłącznie piersią przez pierwsze 6
miesięcy życia, następnie zaczynamy wprowadzać pokarmy, a dzieci karmione
sztucznie- 4 miesiące i w piątym wprowadzamy już pierwsze przeciery).
Przy karmieniu piersią musimy pamiętać o suplementacji
naszemu Maluchowi takich witamin, jak witamina K (do końca 3 miesiąca życia-
ponieważ nie trafia ona do pokarmu matki) oraz witaminę D (do ukończenia 18
roku życia). Czynność ta odpada nam przy karmieniu mlekiem modyfikowanym,
ponieważ gotowe mieszanki zawierają już te witaminy w swoim składzie.
Plusy karmienia butelką to niewątpliwie większa wolność i
swoboda dla mamy. Przestaje ona być jedyną żyjącą istotą na ziemi, która jest
w stanie nakarmić Brzdąca. Równie dobrze może to zrobić Ojciec dziecka,
koleżanka, opiekunka czy też teściowa. Poza tym, zawsze wiemy ile Maluch zjadł,
a i jemu jest łatwiej, bo nie musi się za dużo nagimnastykować, aby mieć pełny
brzuszek. No i jeszcze na sam koniec- karmiąc sztucznie nie musisz przestrzegać
żadnej diety (i tego zjawiska też są pewne minusy, jeżeli nie masz
wystarczającej samokontroli, żeby zgubić "zdobyte", dodatkowe kilogramy podczas ciąży).
Jakie ilości, gotowej mieszanki, powinien dziennie
otrzymywać Twój Niuniuś?
Instytut Żywności i Żywienia zaleca:
- w 1 miesiącu życia- 7 razy po 100ml/ dobę
- w 2 miesiącu życia- 6 razy po 120ml/ dobę
- w 3 miesiącu życia- 6 razy po 130ml/ dobę
- w 4 miesiącu życia- 6 razy po 150ml/ dobę
Instytut Żywności i Żywienia zaleca:
- w 1 miesiącu życia- 7 razy po 100ml/ dobę
- w 2 miesiącu życia- 6 razy po 120ml/ dobę
- w 3 miesiącu życia- 6 razy po 130ml/ dobę
- w 4 miesiącu życia- 6 razy po 150ml/ dobę
Pamiętaj, że karmiąc mlekiem modyfikowanym, zupełnie
nieświadomie, możesz przyczynić się do wystąpienia nadwagi lub nawet otyłości u
swojego Malucha. Szkrab chętnie je, do tego jeszcze masz po karmieniu ponad
trzy godziny spokoju- żyć nie umierać! Pamiętaj jednak, że w tym przypadku dużo
łatwiej jest przekarmić dziecko, niż podczas karmienia piersią. Częste
karmienie jest m.in. po to, aby układ pokarmowy tego młodego człowieka nauczył
się sprawnie funkcjonować. Poza tym, to trochę tak jak u nas… Im częściej jesz
mniejsze porcje, tym więcej składników odżywczych przyswaja Twój organizm.
Dbajcie o siebie!
Pozdrawiam,
Dietetyczna Mama ;)
Zapraszam do odwiedzania mojej strony na www.facebook.com/dietetycznamama ,a te z Was, które dopiero zaczęły być Ciężarówkami, do odwiedzania wcześniejszych postów, z poprzednich miesięcy. Znajdziecie tam informacje dotyczące odżywiania, niezbędnych składników w poszczególnych trymestrach oraz jak radzić sobie przy zgadze, zaparciach, czy niedokrwistości. Zapraszam! :)
-
środa, 6 listopada 2013
Papryka faszerowana- świetny pomysł na zdrowy i smaczny obiad!
Witajcie ŚliczneJ
- dwie duże papryki – bogate źródło witaminy C oraz antyoksydantów,
- 250 gramów mielonego mięsa z indyka (najlepiej poprosić w sklepie mięsny, żeby zmielono przy nas kawałek piersi z indyka- przynajmniej będziemy wiedziały , co jemyJ)- zdrowe, chude mięsko; doskonałe źródło pełnowartościowego białka,
- ¼ cebuli pokrojonej w drobną kostkę- działa antybakteryjnie na nasz organizm, dobrze dodawać ją do potraw, szczególnie w okresie przeziębień,
- 3 łyżki otrębów- źródło witamin z grupy B oraz wielu składników mineralnych, takich jak fosfor, magnez, żelazo, wapń; do tego- naturalny czyściciel naszych jelit,
- 3 kawałki suszonych pomidorów w zalewie (pokrojone w kostkę)- zawierają likopen (antyoksydant, dla którego tak chętnie dietetycy zalecają pomidory; ciekawostką jest to, że więcej likopenu zawierają pomidory przetworzone niż te w naturalnej postaci),
- 6 oliwek (przekrojonych na pół)- zawierają kwasy z rodziny omega-3 (rozwój mózgu i prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego),
- jajko- doskonałe źródło perfekcyjnie zbilansowanego białka, bomba witaminowo- mineralna,
- tarty żółty ser (łyżka na porcję)- bardzo dobre źródło świetnie przyswajalnego wapnia,
- sól i pieprz- do smaku
- wszystkie składniki (za wyjątkiem papryki i żółtego sera) wrzucamy do miski i mieszamy ze sobą,
- następnie odkrawamy „kapelusz” papryki i oczyszczamy ją z pestek (środek i kapelusz),
- umieszczamy nasz farsz w papryce, posypujemy z wierzchu łyżką żółtego sera i przykrywamy ją kapelusikiem,
- piekarnik nastawiamy na 190 stopni,
- pieczemy przez 50 minut.
Proponuję Wam dzisiaj danie obiadowe. Lekkie, zdrowe i
bardzo smaczne- PAPRYKĘ
FASZEROWANĄ MIĘSKIEM MIELONYM Z INDYKA I INNYMI PYSZNOŚCIAMI…
Potrzebujemy
(dla dwóch osób):
- dwie duże papryki – bogate źródło witaminy C oraz antyoksydantów,
- 250 gramów mielonego mięsa z indyka (najlepiej poprosić w sklepie mięsny, żeby zmielono przy nas kawałek piersi z indyka- przynajmniej będziemy wiedziały , co jemyJ)- zdrowe, chude mięsko; doskonałe źródło pełnowartościowego białka,
- ¼ cebuli pokrojonej w drobną kostkę- działa antybakteryjnie na nasz organizm, dobrze dodawać ją do potraw, szczególnie w okresie przeziębień,
- 3 łyżki otrębów- źródło witamin z grupy B oraz wielu składników mineralnych, takich jak fosfor, magnez, żelazo, wapń; do tego- naturalny czyściciel naszych jelit,
- 3 kawałki suszonych pomidorów w zalewie (pokrojone w kostkę)- zawierają likopen (antyoksydant, dla którego tak chętnie dietetycy zalecają pomidory; ciekawostką jest to, że więcej likopenu zawierają pomidory przetworzone niż te w naturalnej postaci),
- 6 oliwek (przekrojonych na pół)- zawierają kwasy z rodziny omega-3 (rozwój mózgu i prawidłowe funkcjonowanie układu nerwowego),
- jajko- doskonałe źródło perfekcyjnie zbilansowanego białka, bomba witaminowo- mineralna,
- tarty żółty ser (łyżka na porcję)- bardzo dobre źródło świetnie przyswajalnego wapnia,
- sól i pieprz- do smaku
Jak to
przygotować:
- wszystkie składniki (za wyjątkiem papryki i żółtego sera) wrzucamy do miski i mieszamy ze sobą,
- następnie odkrawamy „kapelusz” papryki i oczyszczamy ją z pestek (środek i kapelusz),
- umieszczamy nasz farsz w papryce, posypujemy z wierzchu łyżką żółtego sera i przykrywamy ją kapelusikiem,
- piekarnik nastawiamy na 190 stopni,
- pieczemy przez 50 minut.
Do tego proponuję ryż
brązowy jako tzw. dodatek skrobiowy. J
Dla mnie bomba! Mam nadzieję, że i Wam będzie smakowało…
Wszystkiego pysznego! ;)
Pozdrawiam serdecznie,
Dietetyczna Mama ;)
P.S.
Zapraszam do odwiedzania mojej strony na facebook’u:
www.facebook.com/dietetycznamama
Zapraszam do odwiedzania mojej strony na facebook’u:
www.facebook.com/dietetycznamama
poniedziałek, 4 listopada 2013
Kiedy nie należy karmić piersią...
Witajcie moje Drogie J
Pisałam już o korzyściach płynących z karmienia naturalnego.
Pisałam również o tym, abyście nie zamartwiały się oraz, broń boże, nie
obwiniały, jeżeli z jakichś powodów nie możecie karmić piersią. Dzisiejsze
mieszanki, dostępne na rynku, na pewno zapewnią Waszemu Maluchowi prawidłowy
rozwój.
Istnieją jednak
sytuacje, kiedy mimo tego, że bardzo byśmy chciały, nie możemy lub nie
powinnyśmy karmić piersią.
Oto one:
WYSTĘPUJĄCE ZE STRONY KOBIETY- wyczerpująca choroba (ponieważ produkcja pokarmu dla Maluszka to nie lada wyzwania dla organizmu, przy ciężkich jednostkach chorobowych, karmienie naturalne mogłoby pogłębiać chorobę kobiety), jak np. nowotwory, wyraźna niedowaga, schorzenia serca, silna niedokrwistość,
- czynna gruźlica, choroby zakaźne, ostra niewydolność krążeniowa,
- psychozy poporodowe,
- ropień piersi,
-zakażenie wirusem HIV,
-AIDS,
-wirusowe zapalenie wątroby typu C.
WYSTĘPUJĄ ZE STRONY DZIECKA
-wady rozwojowe twarzy (takie jak rozszczep warg, rozszczep podniebienia- ten rodzaj schorzenia nie wyklucza w stu procentach możliwości karmienia piersią, natomiast jest mocno utrudnione),
-galaktozemia,
-nietolerancja laktozy,
- fenyloketonuria.
-wady rozwojowe twarzy (takie jak rozszczep warg, rozszczep podniebienia- ten rodzaj schorzenia nie wyklucza w stu procentach możliwości karmienia piersią, natomiast jest mocno utrudnione),
-galaktozemia,
-nietolerancja laktozy,
- fenyloketonuria.
Jak widać gorączka, zwykłe przeziębienie, czy nawet grypa, nie są
przeciwwskazaniem do karmienia piersią. J
Także bez obaw. Kiedy my chorujemy, nasz organizm wytwarza przeciwciała,
które wraz z naszym mlekiem, trafiają do naszego Maluszka i chronią go.
Pozdrawiam serdecznie,
Dietetyczna Mama ;)
(zdjęcie- źródło
ogólnodostępne w internecie:
-http://vivalavita.pl/artykul/przeciwwskazaniadokarmieniapiersia-840.html)
-http://vivalavita.pl/artykul/przeciwwskazaniadokarmieniapiersia-840.html)
środa, 30 października 2013
Karmienie piersią- wady i zalety
Hej Brzuchatki! J
Dzisiaj chciałabym przybliżyć Wam (oraz pomóc w podjęciu
decyzji tym, które się jeszcze nie zdecydowały) plusy
i minusy karmienia piersią.
Myślę, że każda Ciężarówka czytała już o tym, jak cenny dla naszego Szkraba jest pokarm matki.
Jego skład jest nie do odtworzenia,
nawet przez najwybitniejszych naukowców. Oczywiście, z roku na rok powstają
coraz to lepsze mieszanki tzw. mleka zastępczego, które w dużej mierze
składem przypominają kobiecy pokarm. Nadal jednak nie w stu procentach.
Co zatem
zawiera pokarm matki, czego naukowcy nie mogą umieścić w gotowej mieszance?
Jedną z pierwszych cech naszego mleka jest to, że w trakcie
karmienia DOSTOSOWUJE SIĘ ONO DO POTRZEB
NASZEGO MALUCHA. Wiecie zapewne, że przez pierwsze kilka dni po porodzie,
w naszych piersiach znajduje się tzw. SIARA.
Jest to mleko obfitujące w czynniki
odpornościowe i przeciwzapalne (bardzo potrzebne naszemu Malcowi, który
dopiero co wydostał się ze swojego ciasnego, sterylnego „domku” i na
dzień dobry ma kontakt z taką ilością flory bakteryjnej, że bez naszego
wsparcia sobie nie poradzi). Siara charakteryzuje się dodatkowo dużą ilością białka, a mniejszą
węglowodanów i tłuszczu.
Dodatkowo, mleko kobiece obfituje w takie „atrakcje”, jak: makrofagi, limfocyty T i B oraz granulocyty-
wszystkie te cuda wpływają na odporność
naszego Dziecka (a żadnej z wyżej wymienionych nie widziałam w składzie
mleka modyfikowanego). Do tego jeszcze: laktoferynę (wiążącą żelazo), lizozym (właściwości bakteriostatyczne), nukleotydy (odpowiedzialne za syntezę DNA i RNA), immunoglobuliny oraz prebiotyki (odpowiedzialne za odporność, wyściełające jelita oraz chroniące przed
alergiami), lipazę (enzym odpowiedzialny za trawienie tłuszczów).
Następnie w naszych piersiach pojawia się tzw. mleko przejściowe (tu nasz organizm
„uczy się” potrzeb Malucha). I po tym okresie (kilka kolejnych dni)- mamy już
tzw. mleko dojrzałe, którym karmimy
tak długo, jak uznamy za stosowne (WHO zaleca
karmienie piersią przez rok).
Jak już wspomniałam, mleko kobiece ulega zmianie. Nie tylko
w poszczególnych tygodniach, ale i podczas konkretnego karmienia! Okazuje się,
że przez pierwsze 60-70% czasu
karmienia, dostarczamy naszemu dziecku głównie białko i węglowodany, dopiero
potem tłuszcz. Jest to o tyle istotna informacja, że nie należy ostawiać Malca od piersi po 5-10
minutach, bo aktywne karmienie (znaczy takie, przy którym Mały połowy czasu
nie markuje, znaczy nie śpi) powinno
trwać około 20- 30 minut- wtedy nasz Niuniuś dostaje od nas komplet składników
odżywczych.
Często bawią mnie porównania mleka kobiecego z mlekiem
krowim… Wszystko fajnie, tylko, że my nie podajemy już, w dzisiejszych czasach,
Maluchom, jako alternatywy dla mleka matki- tego od krowy… Powstają specjalnie
opracowywane mieszanki, które możliwie jak najbardziej mają odzwierciedlać nasz
pokarm! A zatem- prawdziwą informacją jest to, że mleko kobiece zawiera
dwukrotnie więcej LAKTOZY od krowiego, oraz trzykrotnie mniej sodu, czy też
odwrotny stosunek kazeiny do serwatki. Nie zmienia to jednak faktu, że ponieważ
i tak mlekiem krowim zaleca się
uzupełnienia diety dzieci dopiero po 2 roku życia, to na chwilę obecną
informacje te są bezużyteczne… Dlaczego? Ponieważ
mleko modyfikowane zawiera- zbliżoną ilość laktozy, witamin, składników
mineralnych oraz podobny stosunek serwatki do kazeiny, jak mleko kobiece-
bo MUSI!!! W przeciwnym razie nasze Dzieciaki nie rozwijałyby tak, jak powinny,
nie mówiąc już o tym jakie „czarujące” nocy mogłyby nam zapewnić. Oczywiście, mleko modyfikowane nie zawiera
szeregu elementów o których już wspomniałam i nie ulega modyfikacji w trakcie karmienia,
natomiast nie ma obaw, jeżeli chodzi o
składniki, które potrafimy syntetyzować- wszystko jest w takich ilościach, w
jakich być powinno.
Jakie są zatem PLUSY karmienia
piersią:
- dostarczamy całej masy
składników i substancji, których (póki co) nie da się utworzyć w laboratorium,
- pokarm mamy zawsze
przy sobie;) ,
- temperatura mleka
jest zawsze idealna dla Malucha,
- mleko jest zawsze
świeże,
- zaoszczędzamy
masę pieniędzy,
- nie musimy
martwić się o wyparzanie butelek,
- zacieśniamy więź
psychofizyczną z naszym Dzieciątkiem,
- dbamy o jego odporność,
- nasz pokarm jest dla Dziecka łatwostrawny,
- Maluch nie przejada
się (jeżeli nie zjadł za dużo, zje znowu na półtorej godziny)- nie
fundujemy mu zwiększonego ryzyka nadwagi w przyszłości,
- pomaga w rozwoju
jamy ustnej Dziecka,
- możesz iść z Małym
gdzie i kiedy chcesz, nie myśląc o tym, czy zabrałaś ze sobą pokarm lub czy
będziesz miała gdzie go podgrzać.
PLUSY DLA MAM:
- szybszy powrót do dawnej sylwetki,
- szybszy powrót do dawnej sylwetki,
- szybsze
obkurczanie się macicy po porodzie,
- ochrona przed
nowotworami jajników i piersi,
- ochrona przed
osteoporozą.
JAKIE SĄ MINUSY KARMIENIA PIERSIĄ?
Cóż, jeżeli chodzi o minusy, to występują one jedynie po stronie Matki… Dla Dziecka nie ma żadnych minusów ze
spożywania mleka kobiecego.
Dla nas, matek,
uciążliwe może być to, że w pewnym sensie jesteśmy cały czas przywiązane do naszej
Pociechy. Choć i z tym „minusem” współczesne kobietki radzą sobie coraz
lepiej- stosując laktatory. Nadal
chodzą do kosmetyczki, na siłownię i na spotkania z koleżankami, wcześniej
jednak ściągają pokarm i obdarowują nim szanownego Małżonka lub Partnera, który
ma zaszczytne zadanie- nakarmić Maleństwo podczas naszej nieobecności! ;) Także
moje Drogie- jak widać, od czasu do czasu możemy mieć trochę przyjemności i
czasu dla siebie;). Pamiętajmy jednak,
że trzeba nauczyć się pracy z laktatorem i dać sobie chwilę na poznanie
swoich piersi. Trzeba uważać, aby w ten sposób za szybko nie stracić
pokarmu (przy rzadszym karmieniu- jest go coraz mniej). Wszystko z umiarem.
Jeżeli raz na jakiś czas odciągniemy pokarm, nie wpłynie to znacząco na ilość
produkowanego przez nasze piersi pokarmu.
Dla części z nas minusem może być to, że karmienie piersią niewątpliwie zabiera
więcej czasu niż butelką. Z butli pokarm właściwie sam leci, z piersi
natomiast Maluch musi się trochę „nagimnastykować”, żeby coś zjeść.
Innym minusem może być to, że w trakcie karmienia piersią MUSIMY PRZESTRZEGAĆ DIETY (więcej informacji
na temat diety mamy karmiącej- wkrótce J
). Nie wspominając już o takich atrakcjach, jak duże ilości kawy, papierosy czy
alkohol…
Podczas karmienia piersią nie powinno się uprawiać bardzo skocznych sportów. Nie dlatego, że
zrobimy Małemu SHAKE’a ;), a raczej ze względu na nasze poczucie dyskomfortu
(mleko może wypływać z naszych piersi podczas wysiłku). Choć i z tym można
sobie radzić. Jedna wkładka więcej, dobry stanik, luźna koszulka i już… ;)
I tak, moje Śliczne, decyzja
należy do Was. Osobiście, szczerze zachęcam do karmienia naturalnego. Jeżeli
okaże się, że z jakichś przyczyn, nie tyle nie chcecie, co nie możecie karmić
piersią- bądźcie spokojne. Dzisiejsze mieszanki mleczne są naprawdę bardzo
dobrze zbilansowane i mnóstwo dzieciaków się na nich wychowuje (i są duże i
silne;)).
Następny post będzie poświęcony przeciwwskazaniom do karmienia naturalnego, a potem mlekom modyfikowanym (plusy
i minusy) J.
Pozdrawiam serdecznie!
Dietetyczna Mama ;)
(zdjęcia- źródła
ogólnodostępne w internecie:
-http://therantsinmypants.wordpress.com/2013/01/21/the-bare-necessities-of-breast-feeding-or-why-i-dont-want-to-see-your-breasts-at-the-mall/,
- https://womenfirsthc.com/10-common-breastfeeding-myths-2/)
-http://therantsinmypants.wordpress.com/2013/01/21/the-bare-necessities-of-breast-feeding-or-why-i-dont-want-to-see-your-breasts-at-the-mall/,
- https://womenfirsthc.com/10-common-breastfeeding-myths-2/)
Subskrybuj:
Posty (Atom)


